Świat ma swoich bohaterów.
Podziwia tych, którzy stoją wysoko.
Tych, którzy rozkazują.
Tych, którzy mają władzę, pieniądze, wpływy.
Lecz Chrystus wybiera inną drogę.
Świat mówi: wejdź wyżej.
Jezus mówi: zejdź niżej.
Świat mówi: nie daj sobą rządzić.
Jezus mówi: służ z miłością.
Świat mówi: bądź pierwszy.
Jezus mówi: bądź ostatni, jeśli trzeba, by ktoś inny mógł żyć.
I dlatego dzisiejsza Ewangelia jest tak niewygodna.
„Sługa nie jest większy od swego pana”.
To znaczy: jeśli Pan uklęknął do nóg uczniów,
to uczeń nie może żyć w pysze.
Jeśli Pan przebaczał,
uczeń nie może żyć nienawiścią.
Jeśli Pan cierpiał dla prawdy,
uczeń nie może zdradzić prawdy dla wygody.
Największym dramatem człowieka nie jest bieda.
Nie jest choroba.
Nie jest nawet prześladowanie.
Największym dramatem człowieka jest to, że chce być większy od Boga.
To jest stary grzech Edenu:
„sam zdecyduję, co dobre, a co złe”.
„sam ułożę sobie życie”.
„sam wiem lepiej”.
A kiedy człowiek usuwa Boga z tronu, sam siada na Jego miejscu.
I wtedy zaczyna się chaos.
Spójrzcie na historię.
Narody, które ogłosiły człowieka bogiem, kończyły w ruinach.
Rodziny, w których każdy chce rządzić, kończą w zimnie serc.
Dusza, która nie klęka przed Bogiem, klęka przed czymś gorszym: pychą, pożądaniem, lękiem, opinią innych.
Chrystus natomiast pokazuje paradoks nieba:
kto służy – króluje.
kto oddaje – posiada.
kto umiera dla egoizmu – zaczyna żyć.
W pierwszym czytaniu św. Paweł przypomina historię Izraela. Dlaczego?
Bo człowiek zapomina.
Zapomina, że Bóg prowadził go tyle razy.
Zapomina, ile razy został uratowany.
Zapomina, że każda łaska była darem.
Wdzięczność jest pamięcią serca.
A pycha jest amnezją duszy.
Psalm dziś woła:
„Na wieki będę sławił łaski Pana”.
Bo człowiek wierzący patrzy na życie inaczej.
Tam, gdzie inni widzą przypadek – on widzi opatrzność.
Tam, gdzie inni widzą koniec – on widzi początek.
Tam, gdzie inni widzą krzyż – on widzi drogę do zmartwychwstania.
Dziś Jezus mówi:
„Wiedząc to, będziecie błogosławieni, gdy według tego czynić będziecie”.
Nie wystarczy wiedzieć.
Diabeł też wie, kim jest Bóg.
Nie wystarczy podziwiać Ewangelię.
Trzeba nią żyć.
Można znać modlitwy i nie mieć miłości.
Można chodzić do kościoła i gardzić bliźnim.
Można mówić o Jezusie i nie być do Niego podobnym.
Chrystus nie powiedział:
„błogosławieni/szczęśliwi, którzy dyskutują”.
Powiedział:
„szczęśliwi, którzy czynią”.
A więc zapytajmy siebie:
Komu dziś mam umyć nogi?
Nie wodą, lecz cierpliwością.
Nie ręcznikiem, lecz przebaczeniem.
Nie gestem, lecz ofiarą.
Może współmałżonkowi.
Może dziecku.
Może choremu rodzicowi.
Może komuś, kto mnie zranił.
Tam zaczyna się świętość.
Świętość to naturalny stan człowieka.
Bo w niebie nie koronują dumnych.
W niebie koronują pokornych.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz