Jest taki rodzaj ludzi, których wszyscy się trochę boją. Zawsze mają rację. Znają przepisy. Wiedzą, co wolno, a czego nie wolno. Potrafią znaleźć odpowiedni paragraf, punkt, ustęp. Potrafią udowodnić każdemu jego winę. Są jak chodzący kodeks.
Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek bardziej kocha przepisy niż ludzi.
Do Jezusa przychodzą dziś saduceusze. Nie szukają prawdy. Nie szukają Boga. Szukają pułapki. Budują skomplikowaną historię o siedmiu braciach i jednej kobiecie. Wszystko zgodnie z prawem. Wszystko logiczne. Wszystko poprawne.
Tylko że w tym opowiadaniu nie ma życia.
Jest paragraf, ale nie ma człowieka.
Jest przepis, ale nie ma miłości.
Jest kazus do rozwiązania, ale nie ma serca.
A Jezus odpowiada krótko: „Jesteście w błędzie, bo nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej”.
To bardzo mocne słowa.
Można znać Biblię na pamięć i nie znać Boga.
Można codziennie chodzić do kościoła i nie rozumieć Jego serca.
Można modlić się od lat, a nadal osądzać wszystkich wokół.
Można cytować przykazania, a jednocześnie ranić nimi ludzi.
Czasem Słowo Boże staje się w naszych rękach kamieniem.
Zamiast budować – oskarżamy.
Zamiast podnosić – potępiamy.
Zamiast prowadzić do Boga – pokazujemy własną wyższość.
Tymczasem Jezus mówi, że problem nie tkwi w braku wiedzy. Problem tkwi w nieznajomości mocy Bożej.
A czym jest ta moc?
My często myślimy o cudach, uzdrowieniach, znakach.
Ale największą mocą Boga jest miłość.
Miłość, która nie rezygnuje z człowieka.
Miłość, która przebacza.
Miłość, która podnosi po upadku.
Miłość, która jest silniejsza od grzechu.
Miłość, która jest silniejsza nawet od śmierci.
Właśnie o tym mówi dzisiejsza Ewangelia. Bóg nie jest Bogiem umarłych. Jest Bogiem żyjących.
Dla Boga Abraham żyje.
Izaak żyje.
Jakub żyje.
Nasi bliscy zmarli żyją.
Bo dla Boga śmierć nie jest ostatnim słowem.
Święty Paweł w pierwszym czytaniu przypomina Tymoteuszowi o darze, który otrzymał. Mówi też o Jezusie Chrystusie, który „zwyciężył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię”.
To jest Dobra Nowina.
Nie taka, że będziemy zawsze zdrowi.
Nie taka, że ominą nas cierpienia.
Ale taka, że śmierć przegrała.
Że grób nie jest końcem.
Że ostatnie słowo należy do Boga.
Dlatego psalmista mówi dzisiaj: „Ku Tobie wznoszę moje oczy”.
To jest może najważniejsze pytanie tego dnia.
Dokąd są zwrócone moje oczy?
Na błędy innych?
Na własne urazy?
Na paragrafy i osądy?
Czy na Chrystusa?
Bo tylko wtedy, gdy patrzymy na Niego, zaczynamy rozumieć Pismo.
I zaczynamy rozumieć człowieka.
A wtedy kamień prawa przemienia się w serce pełne miłosierdzia.
Wtedy przestajemy być sędziami, a stajemy się braćmi.
Wtedy odkrywamy, że chrześcijaństwo nie jest przede wszystkim zbiorem zasad.
Chrześcijaństwo jest spotkaniem z Żywym Bogiem.
Bogiem Abrahama.
Bogiem Izaaka.
Bogiem Jakuba.
Bogiem mojej historii.
Bogiem, który także dziś mówi do każdego z nas:
„Nie bój się. Ja jestem. I mam moc dać życie tam, gdzie ty widzisz już tylko śmierć”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz